piątek, 25 stycznia 2013

II



'Jak ptak może bać się latać ?'

Mówią, że leczenie jest po to, żeby czuć się lepiej. Od początku wciskali mi tanie kity, że wszystko się ułoży, moje skoki będę lepsze i być może nawet będę w stanie pobić rekord świata w długości lotu. Przyjmowałem to z lekkim uśmiechem, ale czasami miło było wiedzieć, że ktoś w ciebie wierzy. Tym bardziej, że przed tobą skomplikowana operacja, która podobno miała przynieść zaskakujące rezultaty.
Do szpitala poszedłem dokładnie po zakończeniu sezonu. Mój bolący kręgosłup doskwierał mi coraz bardziej, ale mimo tego starałem się oddawać jak najlepsze skoki. Nie było łatwo i skończyłem Puchar Świata na  nie zbyt satysfakcjonującym mnie miejscu.  Mimo to na początku nie chciałem się zgodzić na żadną operację, ale dopiero po namowach rodziny, kolegów i trenerów uległem. Podobno  miało być tylko lepiej. ..
Zabieg przebiegł prawidłowo, bez żadnych komplikacji. Byłem szczęśliwy, że moi najbliżsi byli przy mnie i trzymali kciuki. Musiało być dobrze, ale jednak coś mnie niepokoiło…
-Już dzisiaj możemy pana wypisać, panie Romøren. –powiadomił lekarz. –Pański stan jest stabilny, operacja się udała, więc nie widzę powodów, żeby nadal pana tutaj trzymać. Tym bardziej, że wydaje mi się, że jest pan pełen sił na nadchodzący sezon.  –podał mi dłoń na pożegnanie.
Podziękowałem mu  i naprawdę cieszyłem się, że wszystko się ułoży.  Byłem bardzo dobrej myśli…

Mijały dni, tygodnie, miesiące.  Przez ten czas wypocząłem jak nigdy, chociaż mimo wszystko brakowało mi skoków. Tęskniłem za tymi wszystkimi treningami, żartami kolegów i dopingiem publiczności, zgromadzonej na trybunach wszystkich skoczni świata. Coś jakby zabrano mi cząstkę siebie, bez której nie potrafiłem żyć. 
Kiedy dostałem telefon od mojego lekarza, który oznajmił, że od dzisiaj mogę zacząć treningi, moja euforia była niewyobrażalna.  Nasza kadra trenowała na Holmenkollen,  więc tym bardziej ucieszyłem się, że będę rozpoczynał na jednej ze swoich ukochanych skoczni.  Pamiętam, że kiedy jako chłopiec dowiedziałem się, że mogę skoczyć w Oslo, nie posiadałem się z radości.  Pamiętam, że na początku się bałem, ale byłem tak podekscytowany, że potem o tym zapomniałem.
Mały Bjørn. Na belce. Na Holmenkollen. Cisza… i nagle lądowanie zaraz za punktem konstrukcyjnym.  Zero strachu. Brawa trenerów, kolegów. I gest, dumne uniesienie dłoni. Łzy szczęścia…

-Cześć stary! – głos Toma Hilde wyrywał mnie z transu, kiedy podążałem w stronę skoczni. Ten jak zawsze roześmiany.  Norma. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem tego człowieka bez uśmiechu na twarzy. –Widzę, że wracasz do skakania.
-No to dobrze widzisz.- odpowiedziałem mu. Trochę chamsko, ale wtedy nie miałem ochoty, żeby wdawać się w bezsensowne pogaduszki. Byłem zbyt podekscytowany pierwszymi skokami po operacji, która przecież miała uczynić ze mnie prawdziwego szybowca. Przynajmniej wszyscy wierzyli, że tak będzie…
Udałem się na wyciąg, przed którym spotkałem resztę kolegów z kadry. Przyjaźnie się ze mną przywitali i uścisnęli moją dłoń. Stęsknili się, ja też się stęskniłem. 
Powiedzieli coś do mnie, ale tylko im odmachałem i wsiadłem na wyciąg. Niby norma, ale jednak nie.  Chwytam się mocno barierki, zaciskam zęby i nie patrzę w dół. Dziwne, ale mam uczucie jakbym się czegoś bał.  Ale jak doświadczony skoczek narciarski może cię bać? Wiele osób mówiło mi, że mnie podziwia za tą odwagę. Słynąłem z odwagi. W końcu tylko dzięki temu udało mi się dolecieć na 239 metr w Planicy. To było coś niesamowitego, ale w tym roku mam poszybować jeszcze dalej.

Po męczącej jeździe wyciągiem odetchnąłem z ulgą i zanim się zorientowałem, byłem na belce startowej. Ale nie byłem już tym małym Bjørnem, który bez żadnego strachu mocno się odepchnął i poleciał daleko. Niestety…
 Zaczęło kręcić mi się w głowie i wstrzymałem oddech.   Wewnętrzny głosik w mojej głowie nie pozwalał mi skoczyć. Chwyciłem  się mocniej i przycisnąłem palce do belki, jednak moje trzęsące się nogi cały czas odmawiały mi posłuszeństwa. Nie wiedziałem co się dzieje. Nie rozumiałem tego.  Bo przecież jak ptak może bać się latać? Jak skoczek narciarski może mieć lęk wysokości?  To nie pojęte.
Trener machnął chorągiewką, już któryś raz z kolei, a ja nadal tkwiłem w bezruchu. W mojej głowie działo się coś dziwnego, poczułem się jakbym był zupełnie innym człowiekiem. Zwykłym. Bojaźliwym. Nie byłem już starym Bjørnem. Bałem się. Najzwyczajniej w świecie się bałem.
Zszedłem…
-Co się stało? –spytał mnie Anders, zaraz gdy się otrząsnąłem. Jednak nie do końca umiałem odpowiedzieć mu na to pytanie.
-Chyba… chyba zapomniałem jak się lata…

Trener miał rację, że to coś z moją psychiką. Po paru wizytach u specjalisty odetchnąłem z ulgą. Bałem się, że to coś poważnego,  ale dzięki Bogu wszystko w porządku. Tak bardzo starałem się fizycznie dostosować do parametrów idealnego skoczka, że zupełnie zapomniałem o moim stanie zdrowia wewnętrznego. A może to działo się za szybko? Może nie potrafiłem żyć bez skoków i ta dłuższa przerwa wypaliła we mnie jakąś dziurę? Może za bardzo za tym tęskniłem?  Może ciążyła na mnie zbyt duża presja?
Nie wiem, ale wiem, że jest coraz lepiej.  Trenuję. Zaczynałem od małych skoczni K-90, ale teraz skaczę już na normalnych obiektach.  Jest lepiej, może nie najlepiej, ale dobrze. Maleńki strach jednak mi towarzyszy, ale to chyba normalne.
Bo przecież jak ptak może bać się latać? 
______________________________________________________________
Do kitu, wszystko jest do kitu.

czwartek, 17 stycznia 2013

I


'Tęskniłem'

Cisza, codzienna cisza… Uwielbiam siedzieć w rogu mojej sypialni i popijając gorące cappuccino słuchać ciszy. Można się wtedy zastanowić nad troskami i kłopotami, przemyśleć wszystkie za i przeciw każdej decyzji. Kiedyś siedzieliśmy tak razem, pamiętasz? Mówiłeś mi, że nie ma nic lepszego niż wsłuchanie się w własne myśli. Lubiłeś cappuccino.  Ten nawyk, którym mnie zaraziłeś męczy mnie do dziś i nie mogę się go pozbyć. Czy to przez ciebie? Nie wiem. Wiem tylko, że tęsknię…
Sama nie orientuję się kiedy zasypiam, ale nagle cię widzę. Jesteś uśmiechnięty, jesteś dokładnie taki jakiego cię pamiętam.  Twoje kruczoczarne włosy rozwiewa wiatr. Schudłeś, cholernie schudłeś, ale sam jesteś sobie winny wybierając karierę skoczka. Wiedziałeś, że to nas rozdzieli i wiedziałeś że już nigdy się nie spotkamy… mimo to wybrałeś. Czasami myślę, że to, co było między nami stało się jednym wielkim nieporozumieniem. Byliśmy młodzi, głupi, to nie powinno mieć miejsca. Ja teraz tęsknię, a ty pewnie nawet mnie nie pamiętasz. Norma. Zawsze byłeś zapominalski. Pamiętam jak zapomniałeś o naszej pierwszej rocznicy i gdy przyszłam do ciebie z prezentem chciałeś się spalić ze wstydu.
Mijamy się, idziesz w stronę skoczni, ale totalnie mnie ignorujesz. Siadasz na wyciągu i jadąc na górę podpierasz się ręką o barierkę. Widzę cię dokładnie, ale jednak niewyraźnie.  Tak bardzo chciałabym teraz wykrzyczeć twoje imię, chciałabym żebyś się obejrzał, żebyś powiedział to głupie „Tęskniłem”. Jedno słowo, tyle znaczy.
 Idę na trybuny skoczni. Wiesz, że jeszcze nigdy nie widziałam jak latasz? No może poza tym jednym razem, kiedy w nocy wkradliśmy się na teren skoczni, wzięliśmy sprzęt i pokazywałeś mi swoje skoki. To było szalone, ale przecież zakazany owoc kusi najbardziej. Kiedyś mówiłeś, że skok to uczucie radości i wolności, ale także lekkiego strachu. Coś podobnego do młodego pisklęcia, które rozkłada swoje skrzydła. Jestem ciekawa czy teraz przemieniłeś się w potrafiącego szybować orła. Wspominałeś, że tak jak w życiu najważniejszy jest moment wybicia i że mimo upadku można się podnieść i walczyć dalej. Pamiętam, jak kiedyś dostałam telefon, powiedziano mi, że miałeś wypadek. Wpadłam w histerię, ale na szczęście to było tylko złamanie, które po paru tygodniach udało się wyleczyć.  Śmiałeś się z mojej paniki, ale ja tak bardzo cię kochałam, że nie potrafiłam się nie martwić.
Przez mgłę widzę jak zasiadasz na belce startowej. Zakładasz gogle i poklepujesz się po ramieniu. Przypominam sobie, jak kiedyś mówiłeś, że to znak twojej gotowości i odwagi. Uśmiecham się, lecz nie do końca wiem czy to we śnie, czy w rzeczywistości. 
Mocnym ruchem odpychasz się od belki startowej i rozpędzasz na rozbiegu. Mgła jest coraz bardziej gęsta, więc mrużąc oczy wpatruję się uważniej. Wyglądasz wspaniale w tym kasku, wiesz? Pamiętam jak dostałeś swój pierwszy kask, który był różowy i trochę dziewczęcy, dlatego nigdy nie chciałeś go zakładać. Zaczerwieniłeś się, kiedy pierwszy raz przymierzałeś go przy mnie. Pamiętam to bardzo dokładnie, a ty ?
Mocno wybijasz się z progu, aż sama się dziwię że w takiej szczupłej sylwetce drzemie tyle siły. Lecisz pięknie, jak sokół, jastrząb albo orzeł. Kiedyś mówiłeś, że narty zastępują skoczkom skrzydła, więc ty swoje rozłożyłeś najlepiej jak potrafisz. Twoje przydługawe włosy zaczynają lekko falować wraz z podmuchami wiatru. Wyglądasz pięknie, choć ja coraz słabiej cię widzę. Przecieram oczy, ale to nie pomaga. Czuję… coś jakby czas zatrzymał się na moment…
…Budzę się i przeklinam na głos. W swoim życiu miałam już dużo dziwnych snów, lecz jeszcze żaden z nich nigdy nie był tak rzeczywisty.  Przez chwilę myślałam, że już cię spotkałam.
Przyciągam kolana do brody i kontynuuję swoje siedzenie w ciszy. Nagle ktoś puka do drzwi, ale jestem za bardzo roztrzęsiona, żeby otworzyć. Słyszę tylko jak ktoś podchodzi do mnie, przytula i cichym szeptem mówi ,,Tęskniłem”…

______________________________________________________________

Trochę nie trzyma się kupy, ale następnym razem postaram się bardziej. Za wszystkie błędy, przepraszam. Mam już pomysł na następny jednopart, tak więc notka powinna ukazać się niedługo :)
Możecie pisać uwagi w komentarzach, chętnie przyjmę krytykę :)
ASK: http://ask.fm/Flyaboveaworld