'Jak ptak może bać się latać ?'
Mówią, że leczenie jest po to, żeby czuć się lepiej. Od
początku wciskali mi tanie kity, że wszystko się ułoży, moje skoki będę lepsze
i być może nawet będę w stanie pobić rekord świata w długości lotu.
Przyjmowałem to z lekkim uśmiechem, ale czasami miło było wiedzieć, że ktoś w
ciebie wierzy. Tym bardziej, że przed tobą skomplikowana operacja, która
podobno miała przynieść zaskakujące rezultaty.
Do szpitala poszedłem dokładnie po zakończeniu sezonu. Mój bolący kręgosłup doskwierał mi coraz bardziej, ale mimo tego starałem się oddawać jak najlepsze skoki. Nie było łatwo i skończyłem Puchar Świata na nie zbyt satysfakcjonującym mnie miejscu. Mimo to na początku nie chciałem się zgodzić na żadną operację, ale dopiero po namowach rodziny, kolegów i trenerów uległem. Podobno miało być tylko lepiej. ..
Zabieg przebiegł prawidłowo, bez żadnych komplikacji. Byłem szczęśliwy, że moi najbliżsi byli przy mnie i trzymali kciuki. Musiało być dobrze, ale jednak coś mnie niepokoiło…
-Już dzisiaj możemy pana wypisać, panie Romøren. –powiadomił lekarz. –Pański stan jest stabilny, operacja się udała, więc nie widzę powodów, żeby nadal pana tutaj trzymać. Tym bardziej, że wydaje mi się, że jest pan pełen sił na nadchodzący sezon. –podał mi dłoń na pożegnanie.
Podziękowałem mu i naprawdę cieszyłem się, że wszystko się ułoży. Byłem bardzo dobrej myśli…
Mijały dni, tygodnie, miesiące. Przez ten czas wypocząłem jak nigdy, chociaż mimo wszystko brakowało mi skoków. Tęskniłem za tymi wszystkimi treningami, żartami kolegów i dopingiem publiczności, zgromadzonej na trybunach wszystkich skoczni świata. Coś jakby zabrano mi cząstkę siebie, bez której nie potrafiłem żyć.
Kiedy dostałem telefon od mojego lekarza, który oznajmił, że od dzisiaj mogę zacząć treningi, moja euforia była niewyobrażalna. Nasza kadra trenowała na Holmenkollen, więc tym bardziej ucieszyłem się, że będę rozpoczynał na jednej ze swoich ukochanych skoczni. Pamiętam, że kiedy jako chłopiec dowiedziałem się, że mogę skoczyć w Oslo, nie posiadałem się z radości. Pamiętam, że na początku się bałem, ale byłem tak podekscytowany, że potem o tym zapomniałem.
Mały Bjørn. Na belce. Na Holmenkollen. Cisza… i nagle lądowanie zaraz za punktem konstrukcyjnym. Zero strachu. Brawa trenerów, kolegów. I gest, dumne uniesienie dłoni. Łzy szczęścia…
-Cześć stary! – głos Toma Hilde wyrywał mnie z transu, kiedy podążałem w stronę skoczni. Ten jak zawsze roześmiany. Norma. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem tego człowieka bez uśmiechu na twarzy. –Widzę, że wracasz do skakania.
-No to dobrze widzisz.- odpowiedziałem mu. Trochę chamsko, ale wtedy nie miałem ochoty, żeby wdawać się w bezsensowne pogaduszki. Byłem zbyt podekscytowany pierwszymi skokami po operacji, która przecież miała uczynić ze mnie prawdziwego szybowca. Przynajmniej wszyscy wierzyli, że tak będzie…
Udałem się na wyciąg, przed którym spotkałem resztę kolegów z kadry. Przyjaźnie się ze mną przywitali i uścisnęli moją dłoń. Stęsknili się, ja też się stęskniłem.
Powiedzieli coś do mnie, ale tylko im odmachałem i wsiadłem na wyciąg. Niby norma, ale jednak nie. Chwytam się mocno barierki, zaciskam zęby i nie patrzę w dół. Dziwne, ale mam uczucie jakbym się czegoś bał. Ale jak doświadczony skoczek narciarski może cię bać? Wiele osób mówiło mi, że mnie podziwia za tą odwagę. Słynąłem z odwagi. W końcu tylko dzięki temu udało mi się dolecieć na 239 metr w Planicy. To było coś niesamowitego, ale w tym roku mam poszybować jeszcze dalej.
Po męczącej jeździe wyciągiem odetchnąłem z ulgą i zanim się zorientowałem, byłem na belce startowej. Ale nie byłem już tym małym Bjørnem, który bez żadnego strachu mocno się odepchnął i poleciał daleko. Niestety…
Zaczęło kręcić mi się w głowie i wstrzymałem oddech. Wewnętrzny głosik w mojej głowie nie pozwalał mi skoczyć. Chwyciłem się mocniej i przycisnąłem palce do belki, jednak moje trzęsące się nogi cały czas odmawiały mi posłuszeństwa. Nie wiedziałem co się dzieje. Nie rozumiałem tego. Bo przecież jak ptak może bać się latać? Jak skoczek narciarski może mieć lęk wysokości? To nie pojęte.
Trener machnął chorągiewką, już któryś raz z kolei, a ja nadal tkwiłem w bezruchu. W mojej głowie działo się coś dziwnego, poczułem się jakbym był zupełnie innym człowiekiem. Zwykłym. Bojaźliwym. Nie byłem już starym Bjørnem. Bałem się. Najzwyczajniej w świecie się bałem.
Zszedłem…
-Co się stało? –spytał mnie Anders, zaraz gdy się otrząsnąłem. Jednak nie do końca umiałem odpowiedzieć mu na to pytanie.
-Chyba… chyba zapomniałem jak się lata…
…
Trener miał rację, że to coś z moją psychiką. Po paru wizytach u specjalisty odetchnąłem z ulgą. Bałem się, że to coś poważnego, ale dzięki Bogu wszystko w porządku. Tak bardzo starałem się fizycznie dostosować do parametrów idealnego skoczka, że zupełnie zapomniałem o moim stanie zdrowia wewnętrznego. A może to działo się za szybko? Może nie potrafiłem żyć bez skoków i ta dłuższa przerwa wypaliła we mnie jakąś dziurę? Może za bardzo za tym tęskniłem? Może ciążyła na mnie zbyt duża presja?
Nie wiem, ale wiem, że jest coraz lepiej. Trenuję. Zaczynałem od małych skoczni K-90, ale teraz skaczę już na normalnych obiektach. Jest lepiej, może nie najlepiej, ale dobrze. Maleńki strach jednak mi towarzyszy, ale to chyba normalne.
Bo przecież jak ptak może bać się latać?
Do szpitala poszedłem dokładnie po zakończeniu sezonu. Mój bolący kręgosłup doskwierał mi coraz bardziej, ale mimo tego starałem się oddawać jak najlepsze skoki. Nie było łatwo i skończyłem Puchar Świata na nie zbyt satysfakcjonującym mnie miejscu. Mimo to na początku nie chciałem się zgodzić na żadną operację, ale dopiero po namowach rodziny, kolegów i trenerów uległem. Podobno miało być tylko lepiej. ..
Zabieg przebiegł prawidłowo, bez żadnych komplikacji. Byłem szczęśliwy, że moi najbliżsi byli przy mnie i trzymali kciuki. Musiało być dobrze, ale jednak coś mnie niepokoiło…
-Już dzisiaj możemy pana wypisać, panie Romøren. –powiadomił lekarz. –Pański stan jest stabilny, operacja się udała, więc nie widzę powodów, żeby nadal pana tutaj trzymać. Tym bardziej, że wydaje mi się, że jest pan pełen sił na nadchodzący sezon. –podał mi dłoń na pożegnanie.
Podziękowałem mu i naprawdę cieszyłem się, że wszystko się ułoży. Byłem bardzo dobrej myśli…
Mijały dni, tygodnie, miesiące. Przez ten czas wypocząłem jak nigdy, chociaż mimo wszystko brakowało mi skoków. Tęskniłem za tymi wszystkimi treningami, żartami kolegów i dopingiem publiczności, zgromadzonej na trybunach wszystkich skoczni świata. Coś jakby zabrano mi cząstkę siebie, bez której nie potrafiłem żyć.
Kiedy dostałem telefon od mojego lekarza, który oznajmił, że od dzisiaj mogę zacząć treningi, moja euforia była niewyobrażalna. Nasza kadra trenowała na Holmenkollen, więc tym bardziej ucieszyłem się, że będę rozpoczynał na jednej ze swoich ukochanych skoczni. Pamiętam, że kiedy jako chłopiec dowiedziałem się, że mogę skoczyć w Oslo, nie posiadałem się z radości. Pamiętam, że na początku się bałem, ale byłem tak podekscytowany, że potem o tym zapomniałem.
Mały Bjørn. Na belce. Na Holmenkollen. Cisza… i nagle lądowanie zaraz za punktem konstrukcyjnym. Zero strachu. Brawa trenerów, kolegów. I gest, dumne uniesienie dłoni. Łzy szczęścia…
-Cześć stary! – głos Toma Hilde wyrywał mnie z transu, kiedy podążałem w stronę skoczni. Ten jak zawsze roześmiany. Norma. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem tego człowieka bez uśmiechu na twarzy. –Widzę, że wracasz do skakania.
-No to dobrze widzisz.- odpowiedziałem mu. Trochę chamsko, ale wtedy nie miałem ochoty, żeby wdawać się w bezsensowne pogaduszki. Byłem zbyt podekscytowany pierwszymi skokami po operacji, która przecież miała uczynić ze mnie prawdziwego szybowca. Przynajmniej wszyscy wierzyli, że tak będzie…
Udałem się na wyciąg, przed którym spotkałem resztę kolegów z kadry. Przyjaźnie się ze mną przywitali i uścisnęli moją dłoń. Stęsknili się, ja też się stęskniłem.
Powiedzieli coś do mnie, ale tylko im odmachałem i wsiadłem na wyciąg. Niby norma, ale jednak nie. Chwytam się mocno barierki, zaciskam zęby i nie patrzę w dół. Dziwne, ale mam uczucie jakbym się czegoś bał. Ale jak doświadczony skoczek narciarski może cię bać? Wiele osób mówiło mi, że mnie podziwia za tą odwagę. Słynąłem z odwagi. W końcu tylko dzięki temu udało mi się dolecieć na 239 metr w Planicy. To było coś niesamowitego, ale w tym roku mam poszybować jeszcze dalej.
Po męczącej jeździe wyciągiem odetchnąłem z ulgą i zanim się zorientowałem, byłem na belce startowej. Ale nie byłem już tym małym Bjørnem, który bez żadnego strachu mocno się odepchnął i poleciał daleko. Niestety…
Zaczęło kręcić mi się w głowie i wstrzymałem oddech. Wewnętrzny głosik w mojej głowie nie pozwalał mi skoczyć. Chwyciłem się mocniej i przycisnąłem palce do belki, jednak moje trzęsące się nogi cały czas odmawiały mi posłuszeństwa. Nie wiedziałem co się dzieje. Nie rozumiałem tego. Bo przecież jak ptak może bać się latać? Jak skoczek narciarski może mieć lęk wysokości? To nie pojęte.
Trener machnął chorągiewką, już któryś raz z kolei, a ja nadal tkwiłem w bezruchu. W mojej głowie działo się coś dziwnego, poczułem się jakbym był zupełnie innym człowiekiem. Zwykłym. Bojaźliwym. Nie byłem już starym Bjørnem. Bałem się. Najzwyczajniej w świecie się bałem.
Zszedłem…
-Co się stało? –spytał mnie Anders, zaraz gdy się otrząsnąłem. Jednak nie do końca umiałem odpowiedzieć mu na to pytanie.
-Chyba… chyba zapomniałem jak się lata…
…
Trener miał rację, że to coś z moją psychiką. Po paru wizytach u specjalisty odetchnąłem z ulgą. Bałem się, że to coś poważnego, ale dzięki Bogu wszystko w porządku. Tak bardzo starałem się fizycznie dostosować do parametrów idealnego skoczka, że zupełnie zapomniałem o moim stanie zdrowia wewnętrznego. A może to działo się za szybko? Może nie potrafiłem żyć bez skoków i ta dłuższa przerwa wypaliła we mnie jakąś dziurę? Może za bardzo za tym tęskniłem? Może ciążyła na mnie zbyt duża presja?
Nie wiem, ale wiem, że jest coraz lepiej. Trenuję. Zaczynałem od małych skoczni K-90, ale teraz skaczę już na normalnych obiektach. Jest lepiej, może nie najlepiej, ale dobrze. Maleńki strach jednak mi towarzyszy, ale to chyba normalne.
Bo przecież jak ptak może bać się latać?
______________________________________________________________
Do kitu ? Dziewczyno nawet nie wiesz ile ja bym dała żeby pisać tak wspaniale jak ty :) Bardzo podoba mi się twój styl jest taki niepowtarzalny .Tym bardziej że dopiero co rozpoczynasz swoją pisarską przygodę.Informuj jeśli możesz :)abandoned__hope ( SkiPanna )
OdpowiedzUsuńMi się podoba : ) Nie wiem, dlaczego narzekasz. Szkoda, że to są tylko takie krótkie mini opowiadania, może zacznij pisać coś z rozdziałami, z jednym skoczkiem? : ) / 444-days-in-hell
OdpowiedzUsuńKlaudzia jesteś świetna i niech ktoś powie że nie to nie ręczę za siebie :D
OdpowiedzUsuńDo kitu? Dziewczyno, ty masz talent do pisania i nie próbuj nikomu tutaj zaprzeczać. :D Piszesz świetne oneshoty, jednak chciałabym zobaczyć od ciebie jakiś kilku-shot albo dłuższe opowiadanie ;)
OdpowiedzUsuńInformuj mnie o nowych notkach, dobrze? :* 45687665 - moje gg, albo możesz informować mnie na [ialreadyknow-skijumping] :)
Pozdrawiam! :**
ŚWIETNY :) Naprawdę. Podoba mi się Twój styl pisania. <3 Jak możesz to informuj mnie na tt o nowych notkach :)
OdpowiedzUsuńPiszesz w mega wciągający sposób! Serio, bardzo przyjemnie się czyta. Czekam na coś nowego ;).
OdpowiedzUsuń